Znany też jako The Witcher, Zaklínač czy Ведьмак – pierwsza produkcja CDProjekt Red, oparta na prozie Andrzeja Sapkowskiego. Tak się złożyło, że Wiedźmin jest grą należącą do gatunku cRPG – gatunku, który jest moim ulubionym. Już kilka miesięcy przed premierą bardzo się tą produkcją interesowałem i złożyłem pre-orderowe zamówienie zaraz po tym, gdy ruszyła sprzedaż. Czekałem kolejne kilka miesięcy, aż w końcu w środę 24 października kurier wręczył mi paczkę od gram.pl z grą w środku. Grę zainstalowałem i zacząłem grać…
Przeszedłem w jakieś 105-120 godzin rozłożonych na jakieś 2 tygodnie – grałem, kiedy tylko miałem na to czas, bo gra była bardzo wciągająca. Teraz minęło już trochę czasu od kiedy grę ukończyłem i mogę spojrzeć na nią z większego dystansu i chłodniej podejść do oceny. Co zatem uważam o Wiedźminie?
Przede wszystkim podobał mi się ogólny “klimat” gry – niemal doskonale oddawał to, co czułem podczas czytania książek o wiedźminie. Na ów klimat składały się przede wszystkim:
- świat przedstawiony w grze – nie zauważyłem żadnych większych zmian w stosunku do prozy Sapkowskiego
- bardzo ładnie wykonana grafika przedstawiona odpowiednio, nie efekciarsko – nie było wszędzie ostatnio wciskających się rozmyć, rozbłysków i innych, które niby wyglądają ładnie, ale na dłuższą metę męczą
- bardzo dobra muzyka – soundtrack autorstwa Adama Skorupy i Pawła Błaszczaka jest najlepszym, jaki słyszałem w grze komputerowej i bije nawet moje ulubione soundtracki Jeremy’ego Soule’a czy Michaela Hoeniga
- dialogi – czasem trochę zbyt nasycone przekleństwami, czasem nienaturalne, ale ogólnie – bardzo dobre; część dialogów zaczerpnięta z Sapkowskiego (najczęściej w ustach bohaterów, którzy byli obecni także w książkach) – te były dodatkowym smaczkiem dla znających książki, większość napisana bardzo dobrze, a część – doskonale
- wybory – okazały się nie tylko hasłem marketingowym, ale naprawdę są w grze – te najważniejsze, które decydują, jak skończy się gra (3 zakończenia) – co, nawiasem mówiąc, bardzo zwiększa replayability gr, są i pomniejsze, które przyprawiają grę. Wspomagane systemem flashbacków czasem robią wrażenie – szczególnie, gdy konsekwencje widać dopiero po kilkudziesięciu godzinach gry
- humor – nie brakuje odniesień do polskiej (i nie tylko) rzeczywistości – w Wiedźminie spotkamy “pięściarza, ostatnią nadzieję białych”, dowiemy się, dlaczego “prawie robi wielką różnicę” i wysłuchamy medyczki, która jako jedna z niewielu nie wyemigrowała za pracą. Oczywiście, nie tylko takie odniesienia wyznaczają humor w Wiedźminie – niektóre sytuacje w grze potrafią zrzucić człowieka z krzesła i zmusić go do szaleńczego śmiechu
I, przede wszystkim, fabuła. O ile na początku wydawała mi się trochę kiczowata i “przystosowana pod amerykańskiego odbiorcę”, to już potem oceniałem ją jako dobrą i ciekawą. Dopiero zakończenie wgniotło mnie w fotel – jeszcze nie zdarzyło się w mojej karierze jako gracza, żeby zakończenie gry komputerowej było dla mnie tak zaskakujące i tak dobre – czułem się podobnie, jak po przeczytaniu najlepszych powieści. Ludzie odpowiedzialni za fabułę w Wiedźminie powinni zostać obsypani złotem.
Jak to w grach cRPG bywa, w Wiedźminie głównie wypełniamy zadania – tu mamy różnorodne. Mamy bardzo ciekawe i niestandardowe (jak np. załatwienie sprawy zakochanego wilkołaka) , jak i typowe “znajdź i zabij” – i o ile w większości cRPG to są najzwyklejsze zapychacze, o tyle w Wiedźminie są bardzo uzasadnione – bo przecież wiedźmini to zabójcy potworów. Mamy więc zlecenia na wyplenienie jakiejś ilości potworów, dostarczenie jakichś składników będących częściami ciała czy też zdobywanie trofeów wyjątkowych potworzysk. Czasem nie ma nic szczególnie ciekawego – czasem jest bardzo ciekawie., jak np. dostarczanie eksponatów do kolekcji krasnoludzkiego dentysty. Czasem ciężko wytłumaczyć rodzinie nagłe napady śmiechu
A teraz koniec słodzenia – w Wiedźminie, jak w każdej większej grze, są błędy. Na szczęście nie ma ich dużo (albo ja ich nie zauważałem), natomiast jest kilka bardzo denerwujących. Oto one:
- czasy ładowania lokacji i zapisywania gry – na moim nowym sprzęcie czasy ładowania nie są co prawda jakoś bardzo długie, ale potrafią być bardzo denerwujące, bo główna lokacja nie jest w ogóle cache’owana i ładowanie następuje przy każdej zmianie miejsca pobytu – wejście i wyjście z domu to 2 ekrany ładowania. Najgorsze, gdy się czegoś zapomni – kolejne 2 ekrany. Do tego autozapis po uzyskaniu progressu w questach i już mamy przerwę w grze na 20 sekund.
- automatyczne chowanie miecza – nie jest to może błąd techniczny, a raczej projektowy (gameplay), ale także bardzo denerwujący – Geralt bardzo często chowa miecz po walce nawet, gdy w jego kierunku pędzą nowe monstra..
- wywalanie się gry na pulpit -czasem po 8 godzinach gry, czasem po 40 minutach – co gorsza, gra często wywala się właśnie podczas zapisywania gry
To tyle. Dwa błędy typowo techniczne, jeden dotyczący rozgrywki. Wiedźmin jest jednak grą inną, niż wszystkie produkcje z ostatnich lat – grając w Wiedźmina można poczuć się jak podczas czytania książki i ciężko mi myśleć o tej grze jako o czymś technicznym. Dlatego powyższe minusy odejmują grze jedynie 0.5 punkta w dziesięciopunktowej skali.
Moja ocena Wiedźmina to 9.5 punkta na 10 możliwych. Rzadko która gra w mojej ocenie zasługuje na więcej niż 9. Wiedźmin jest jedną z tych, które zasługują.

