Ostatnio rozpocząłem drugie podejście do Mass Effect, tym razem już po patchu i z wydanym z kilkumiesięcznym opóźnieniem w Polsce DLC – Bring Down the Sky. Wcześniej grałem na wydanej w Polsce, niespatchowanej wersji – i, o dziwo, nie doświadczyłem żadnych bugów. Kiedy ludzie na forach narzekali, że mają duże problemy z grafiką czy nawet uruchomieniem gry, mnie w przeciągu 50 godzin w czasie których skończyłem pierwsze podejście nie zdarzyło się zauważyć ani jednego buga. Zero wywałek do pulpitu, żadnych artefaktów graficznych. Byłem naprawdę zdziwiony, zwłaszcza po Wiedźminie, który przesunął granicę mojej tolerancji dla bugów w grach do niebezpiecznej wartości. No po prostu ideał pod względem wykonania
.
Zainstalowałem patch, bo wymagało go DLC – gdy zacząłem grać, zostałem znowu zaszokowany, tym razem już niezbyt pozytywnie. Gra potrafiła się powiesić, kilka razy musiałem usuwać plik z cachem shaderów gry by pozbyć się problemów z wyświetlaniem terenu (ręcznie, genialny polski dystrybutor usunął z programu konfiguracyjnego opcję czyszczenia plików tymczasowych gry). Kolejny patch, który pogarsza działanie gry
Mimo to, nawet spatchowany Mass Effect jest przez większość czasu stabilny w przeciwieństwie do wielu innych tytułów.
A jeśli chodzi o obrazek, to zrobiłem screenshota z gry który bardzo mi się spodobał i uznałem że warto się nim podzielić. Oto on:
Jak widać, mam włączony szum, na który wielu narzeka i uznaje za kompletnie niepotrzebny – mnie się akurat spodobał. Nie mam pojęcia czemu
Aha, IMO Mass Effect na PC to gra roku 2008. W GTA IV grałem chwilę i jest słabsze nawet od San Andreas, do klimatu Vice City brakuje mu zdecydowanie zbyt wiele. Innych produkcji raczej nie ma sensu brać pod uwagę
